Powrót do domu

Życie na Ziemi zmusiło mnie do podporządkowania się zasadom, których nigdy do końca nie rozumiałem.
Choć starałem się dostosować, ludzie postrzegali mnie jako osobę niezrównoważoną i niebezpiecznie odmienną.
Wzbudzałem lęk, a jednocześnie byłem obiektem drwin, co z czasem nauczyło mnie milczeć.
Nikt nie traktował poważnie moich wspomnień ani badań nad obcym światem, dlatego uczyłem się żyć na granicy między nauką a wiarą. Musiałem walczyć o siebie w ciszy, bo nawet ci, którzy wierzyli w istnienie życia pozaziemskiego, negowali świadectwa przybyszy z gwiazd. Mimo wszystko coś wewnątrz mnie namawiało na powrót do domu.
Z upływem lat coraz częściej nawiedzały mnie intensywne wizje. Widziałem w nich małego siebie i tajemniczą kapsułę unoszącą się w przestrzeni. Towarzyszyły temu głosy, które zdawały się mówić w moim języku, choć nie pochodziły z żadnego kierunku. Opowiadały mi o poprzednim życiu i o świecie, który rzekomo porzuciłem.
Z każdym rokiem stawały się wyraźniejsze, a ich ton był coraz bardziej stanowczy. Namawiały mnie do powrotu, jakby powrót był obowiązkiem, a nie wyborem.
Co dalej?
Wiedziałem jednak, że jedyną drogą powrotu była śmierć. Nie miałem żadnej gwarancji, że z Domu Dusz zostanę wysłany właśnie tam, skąd pochodziłem. Pamiętałem przecież opowieści o dawnej wojnie, która mogła zniszczyć mój świat. Bałem się, że jeśli naprawdę tam wrócę, zastanę jedynie ruiny i milczenie. Mimo to chęć sprawdzenia prawdy i ucieczki od Ziemi była silniejsza niż lęk. W końcu zrozumiałem, że nawet jeśli wszystko jest urojeniem, muszę zobaczyć to sam.
Wzorując się na wizjach planów, które rzekomo należały do mego ojca, rozpocząłem budowę kapsuły.
Każdy szczegół konstrukcji wydawał mi się znajomy, jakby ręce pamiętały coś, czego umysł zapomniał.
Kapsuła miała kształt kuli i była bardzo ciasna, dopasowana dokładnie do mojego ciała.
Korzystając z wiedzy automatyka i biologa, wmontowałem w nią aparaturę mierzącą stężenie metanu i siarkowodoru, ponieważ to właśnie te gazy definiowały życie w moim rodzinnym układzie.
Wiedziałem, że jeśli czujniki zarejestrują ich obecność, będę wiedział, że zbliżam się do domu.
Lot był długi i pełen nieprzewidywalnych wydarzeń. Czasem wydawało mi się, że dryfuję bez celu, a rzeczywistość rozdziela się na warstwy. Przemierzałem przestrzeń, napotykając ślady dawnych cywilizacji i istoty, które dawno utraciły własne wspomnienia. Ich historie były smutne i urwane, jakby nikt nie zdążył ich dokończyć.
Z każdym dniem coraz mocniej czułem, że zbliżam się do kresu podróży. Nie wiedziałem tylko, czy będzie to powrót, czy koniec.
Dnia trzysta pięćdziesiątego podróży dotarłem na dziwną planetę. Jej powierzchnia była nierealna, a powietrze gęste od wspomnień, które nie należały już do nikogo.
