W kryjówce ZA

Moja podróż tunelem zakończyła się w tajnej kryjówce ZA. Czyli z deszczu pod rynnę, chociaż może mnie nie zauważyli. Pokój przypominał grotę, w której mieszkają nietoperze, a wewnątrz tak jak w miejscu, z którego uciekłem też były lady, ale dla odmiany na nich leżały papiery. Postanowiłem trochę pomyszkować, więc trzeba było jakoś się zakamuflować. Przypomniało mi się, że zabrałem ze sobą trochę tamtego miodu i postanowiłem zażyć. Ciekawe jak to na mnie zadziała. – Myślałem. Hym.
Wziąłem i nie wiem co się stało. Wszystko wyglądało jak zdjęcie rentgenowskie. Mogłem tych ludzi prześwietlić. Na szczęście na chwilę jak się zdawało, ale potem zmieniłem się w jedną z tamtych much. Pofrunąłem na stół przyjrzeć się bliżej papierom. Zobaczyłem ich plany podboju i gdzie byli więzieni zakładnicy. Jeden z planów broni postanowiłem wziąć, by mieć chociaż coś do walki przeciw nim, ale musiałem niestety pójść w inne miejsce, bo tu nie mogłem dłużej zostać. Poleciałem więc przez okno, gdzieś bardzo daleko, tak mi się przynajmniej zdawało… Znowu utknąłem, tym razem w szklanym słoju, który wyświetlał mi pewne obrazy.
Złapali mnie
– Myślałeś, że nas przechytrzysz. Oto prezent od nas. Pranie mózgu. Ha, ha, ha!
– Bzyy!
– Bzycz sobie nikt ci nie pomoże. Chcesz wiedzieć pewnie, gdzie oni są.
Razem z nami oczywiście. Zobacz Mexi’ ego.
– Haaałłł, AAAA! Ratunku!!!
Oni wysysali z niego moc czymś co u ziemian wygląda jak odsysacz tłuszczu. To było okropne. Jego myśli ciekły przez rurkę razem zresztą części do jednego z żołnierzy ZA. Wraz z jego braćmi. Co oni mu robią. Muszę go ratować. Nagle niepostrzeżenie szyba zaczęła pękać. To ja urosłem. To będzie katastrofa jak oni mnie zauważą. Wiać!
– Dokąd się wybierasz? Ty się nam też przydasz.
– Zapomnij.
Słyszę głosy
Wybiegłem co sił do pomieszczenia obok. Tam wziąłem kolejną porcję i poleciałem wzdłuż korytarza. Znów nastał mrok i czułem obecność nie wiadomo kogo. Już o mnie zapomniałeś mój drogi? – Szeptał głos.
Wtem przypomniałem sobie, że mam swego stróża. To był Ari, ale nie rozumiałem jakim cudem mnie tu odnalazł. Jednak bardzo się cieszyłem, że nie muszę się z tym mierzyć sam. Jednak następnego dnia obudziłem się z dala od znanych mi osób i pogrążony w rozpaczy pragnąłem tylko przytulić Mexi’ego. Gdziekolwiek był i co z niego zostało. Wstałem, bo trzeba było jakoś zacząć ten dzień. Poszedłem nad strumień i nie mogłem wyjść z szoku. Nagle miałem około 40 lat. Strumień jęknął. Teraz musisz żyć nowym życiem. Od teraz jesteś Roni Alien i mieszkasz na Orionie. Wierzę, że dasz sobie radę..
