Pierwsze spotkanie z płomiennym chłopakiem

Był późny wieczór i właśnie wracałam z zajęć. Ulica była niemal pusta, dlatego każdy krok odbijał się echem od kamiennych ścian. Latarnie rzucały żółtawe światło, które rozcinało ciemność i układało się w migotliwe plamy na chodniku.
Nagle poczułam, że coś jest nie tak. Chodnik przede mną zaczął się rozwarstwiać, a z czeluści buchnął ognisty żar. Nie zdążyłam odskoczyć, bo żar przybrał postać chłopaka.
Miał długą, płomienną grzywkę, która zasłaniała mu oczy. Całe jego ciało płonęło, a mimo to nie spalało się. W jego spojrzeniu widziałam głębię tak intensywną, że wydawało się, jakby mogła pochłonąć cały świat.
Zamarłam ze strachu. Ciepło parzyło mnie w twarz, a płomienie trzaskały, jakby żyły własnym rytmem. Chłopak nie odezwał się ani słowem, lecz jego obecność była przytłaczająca. Miałam wrażenie, że zna każdą moją myśl.
Spanikowana zaczęłam uciekać. Biegłam, nie wiedząc dokąd, a echo moich kroków mieszało się z trzaskiem ognia. Serce waliło jak młot, a oddech rwał się w krótkich spazmach.
Nagle ogień zgasł, a chłopak zniknął tak nagle, jak się pojawił. Zostałam sama na pustej ulicy. Tylko zimny powiew wiatru przypominał, że jeszcze chwilę temu stałam przed kimś, kto wyglądał jak żywe wcielenie płomienia.
Zatrzymałam się i spojrzałam za siebie. Po nim nie było żadnego śladu. Jednak wiedziałam, że to spotkanie zostanie we mnie na zawsze.
Wtedy jeszcze nie rozumiałam, kim on był. Mogłam uznać to za sen, halucynację albo grę światła. Jednak moje przeczucie mówiło mi coś innego. Ten chłopak miał odmienić moje życie, chociaż jeszcze nie wiedziałam jak.
Stałam tak jak wryta, ale nie mogłam po prostu sterczeć jak wariat na środku chodnika. Trzeba było wrócić do domu. Wróciłam na przystanek w oczekiwaniu na tramwaj.
Odbicia w szybie
Drzwi tramwaju zatrzasnęły się za mną i poczułam ulgę, choć serce wciąż biło szybko. Usiadłam przy oknie. Wagon był prawie pusty, tylko kilka osób spało, kołysząc się w rytm stukotu kół. Zimne światło lamp drżało nad moją głową.
Oparłam czoło o szybę, chcąc uspokoić oddech. Jednak po chwili zauważyłam, że odbicie w szkle nie należy już tylko do mnie.
Najpierw zobaczyłam własną twarz, ale oczy miałam inne: ciemniejsze, pełne gniewu. Potem twarz zmieniła się w mężczyznę z długimi włosami, który siedział przy biurku i pisał w starym notesie. Mrugałam, lecz obrazy nie znikały.
Wtedy usłyszałam szept. Był tak bliski, że miałam wrażenie, iż ktoś siedzi tuż obok mnie.
– Świat ci nigdy tego nie zapomni.
Zamarłam. Chciałam odwrócić głowę, lecz ciało nie słuchało.
– Wiemy, gdzie jesteśś… pamiętasz mnie? – rozbrzmiał kolejny głos, przeciągając syczące „ś”.
Z szyby patrzyły na mnie płonące oczy chłopaka, którego spotkałam na ulicy. Jego grzywka spadała mu na twarz, ale uśmiech był wyraźny i zbyt pewny siebie.
– Spójrz na siebie – powiedział głos, tym razem dobitniej.
Przestraszona odsunęłam się od okna. Ludzie w tramwaju spali dalej, jakby nic się nie stało. Ogień w odbiciu zgasł, ale słowa wciąż dźwięczały mi w uszach.
Wiedziałam, że one zostaną ze mną na długo. Nie rozumiałam ich znaczenia, jednak czułam, że były czymś więcej niż snem.
