Mukra

Mukra

Mukra i świątynia słodkości

Kim jest Mukra?

W meandrach odległej galaktyki Uxorium żyła sobie pewna mukra. Była istotą obdarzoną niezwykłą mądrością, a siła jej umysłu pozwoliła zgromadzić fortunę, której w istocie nie powstydziłby się żaden król. Mukra nazywała się Zara i zasłyneła jako największa kolekcjonerka artefaktów z całego wszechrzeczy. Ponieważ jej pasją było odkrywanie tajemnic przeszłości i zgłębianie wiedzy o różnych cywilizacjach, w swoim ogromnym pałacu przechowywała niezliczone zabytki, relikwie, mapy i księgi, które zdobywała w trakcie swoich podróży i wypraw.

Jednak Zara nie była zadowolona ze swojego życia, ponieważ czuła, że brakuje jej prawdziwego wyzwania i sensu. Wszystkie artefakty, jakie posiadała, były dla niej tylko martwymi przedmiotami. Nie potrafiły zaspokoić jej ciekawości oraz pragnienia przygody. Zara marzyła o znalezieniu czegoś, co zmieniłoby jej los , a także dałoby jej szansę na spełnienie swojego przeznaczenia.

Sekretny list

Pewnego dnia Zara otrzymała tajemniczą wiadomość od nieznanego nadawcy. Wiadomość ta zawierała tylko jedno zdanie: “Znajdź klucz do Bramy Życia”. Zara była tak bardzo zaintrygowana tym komunikatem, że postanowiła sprawdzić, co kryje się za nim. Używając swoich zdolności telepatycznych, próbowała namierzyć źródło wiadomości, ale bezskutecznie. Wiadomość była zaszyfrowana, a także chroniona przez potężne zabezpieczenia. Zara zdała sobie sprawę, że musi mieć do czynienia z kimś bardzo inteligentnym jak też tajemniczym, kto zna jej zainteresowania i umiejętności.

Zara postanowiła podjąć wyzwanie i rozpocząć poszukiwania klucza do Bramy Życia. Nie wiedziała, co to jest i gdzie się znajduje, ale miała nadzieję, że to coś, co zaspokoi jej pragnienie odkrywania i przygody. Zara wyruszyła w podróż po galaktyce Uxorium, odwiedzając różne planety, gwiazdy i asteroidy jak również szukając wskazówek i tropów, które mogłyby ją przybliżyć do celu. Po drodze spotykała wiele niebezpieczeństw, zagadek, przyjaciół i wrogów, a także odkrywała sekrety i cuda wszechrzeczy.

Powrót do dzieciństwa

Zara usłyszała cichy śpiew, jakby rannego skowronka. Melodia była coraz głośniejsza, wbijała się dziewczynie w głowę jakby ktoś gwóźdź wbijał. Musiała koniecznie zaspokoić swoją rządze wiedzy, więc poszła za świergotem. Ten poprowadził ją wprost nad rzekę płynącą koło pałacu. Nad rzeką radośnie bawiły się dzieci, niektóre próbowały się kąpać, w brew przestrogom rodziców. Rzeka tętniła życiem, miała coś na kształt własnej świadomości. Jej dno było pokryte mieniącymi się kryształami zwanymi przez tutejszych uczonych kryształami prawdy.

Wzrok Zary utkwił w dnie rzeki, to z niej wydobywał się ten śpiew. Wtem ukazały się młodej księżniczce obrazy. Były bardzo realistyczne i ukazywały małą dziewczynkę. Była bardzo podobna do Zary ale jej włosy były jasno różowe jak wata cukrowa. Pomiędzy nimi były mieniące się na niebiesko korale. Dziewczynka była wpatrzona w księgę z miejscowymi legendami. Na jednej ze stron była ilustracja chłopca jarzącego się ogniem. Jego oczy błyszczały, miały w sobie coś co mówiło że cały świat będzie jego, albo może był to lęk. Zara nie wiedziała jeszcze że w najbliższej przyszłości czekało ją spotkanie z Jarindesem. Ten chłopiec z ilustracji miał całkowicie odmienić jej życie. Nagle obraz się zmienił i ów dziewczynka była już w pełni dojrzałą kobietą. Ku zaskoczeniu księżniczki kobieta rozmawiała z mężczyzną, który do złudzenia przypominał jej ojca. O co chodzi, co się z nią stało – myślała zalękniona Zara.

Droga ku sobie

Mukra niesiona pragnieniem poznania prawdy wróciła do pałacu. Rozważała wizje, które ukazała jej rzeka mądrości oraz treść niedawno otrzymanego listu. Gdzieś w głębi siebie czuła że obie sprawy się łączą ze sobą. Postanowiła więc odszukać księgę trzymaną przez jej mamę, by poznać skrywane od dawna przez ojca sekrety.

Arios szczerze martwił się jej obsesyjnymi dążeniami i z tego powodu miała cykliczne wizyty z psychiatrą, którego wolała bardziej nazywać strażnikiem prawdy. Był to młodo wyglądający mężczyzna po 40 z bujną ciemnobrązową czupryną. Skronie mieniły się srebrną siwizną, a oczy były spowite aurą smutku i tajemnicy. Roni Alien był bliskim przyjacielem ojca od bardzo dawna. Znali się ponoć od czasów liceum, ale mimo to ich drogi się rozeszły.

Myśli Zary co jakiś czas krążyły wokół tego jak to się stało że Roni został lekarzem a jej ojciec jest kapłanem. Jedną z tajemnic rodziny był fakt, że pałac w którym mieszkali był odwiedzany przez tłumy wiernych traktujących Ariosa jako swojego proroka znającego rozwiązanie wszystkich ich życiowych problemów. Wręcz była w tym pałacu komnata, gdzie ojciec co dziennie odprawiał mszę. Wyglądała ona jak spektakl magiczny. Tłum śpiewał jak mantrę modlitwy, jakby skierowane wprost do samego Ariosa. Ów kaplica była lekko pozłacana z ciemnymi witrażami. W środku stały dębowe ławy przegryzione lekko zębem czasu. Ławy jednak nie były ustawione w standardowy sposób jak to zwykle bywa w kościele rzędami. Aby lepiej jednoczyć wiernych ustawiono je w kręgu do okoła ołtarza przy którym zwykle stoi kapłan. Młoda Mukra z fascynacją przysłuchiwała się wieczornym modlitwom z których dało się wyłonić śpiew.

Arios Deni

Kaplica w podziemiach pałacu była miejscem, o którym rzadko mówiło się głośno. Prowadził do niej wąski korytarz z piaskowca, wilgotny od chłodu i cichy jak oddech śpiącego miasta. Gdy wierni schodzili w dół, gasili własne pochodnie. Tylko kapłan niósł płomień.

Na kamiennym ołtarzu stawiał świecę o jasnym, równym blasku. Jej światło odbijało się w oczach zgromadzonych, którzy siadali półkolem, z dłońmi spoczywającymi na kolanach. Cisza była długa i ciężka, lecz nikt nie śmiał jej przerwać.

Kapłan podnosił głos dopiero wtedy, gdy płomień ustabilizował się i stał się nieruchomy. Wypowiadał słowa w Adeka, a zgromadzeni powtarzali półgłosem. Nie towarzyszyły im bębny ani krzyki, jedynie cichy ton fletu. Dźwięk spływał po kamiennych ścianach i mieszał się z drganiem płomienia.

Wierni zamykali oczy, oddychali rytmicznie i wchodzili w skupienie. Kapłan przypominał, że teraźniejszość jest światłem i że tylko w niej rodzi się równowaga. Szeptał, że umysł musi porzucić wspomnienia i pragnienia, aby zostać w chwili, która trwa.

Na końcu gasł płomień. Kapłan wypowiadał formułę domknięcia, a cisza wypełniała podziemia niczym ocean. Wierni powtarzali słowa i czuli, jak światło Ariosa pozostaje w ich sercach, choć w kaplicy zapadała ciemność.

Mukra nigdy nie schodziła do tej kaplicy. Dla niej pałac był domem, nie świątynią. Jej oczy znały jasne sale i piaskowe korytarze, lecz nie widziały rytuałów ojca. Nie wiedziała, że Arios był bogiem, a jego świeca symbolem mocy. Jej niewiedza sprawiała, że kaplica pozostawała tajemnicą, znaną tylko kapłanom i wiernym, którzy schodzili tam w poszukiwaniu równowagi.

Kaplica

Wnętrze kaplicy Ariosa oświetlone płomieniem świec. W centrum stoi Arios – starszy mężczyzna o siwych włosach i długiej brodzie, ubrany w jasne szaty. Jego oczy jarzą się złotym blaskiem, a wokół głowy widać subtelną aureolę światła. Przed nim znajduje się kamienny ołtarz ozdobiony symbolem węża, na którym płonie świeca, obok której leży laska z motywem węża. Wierni siedzą w kręgu wokół ołtarza, w ciszy i skupieniu powtarzają słowa modlitwy. Ściany kaplicy zdobi lekkie złocenie i ciemne witraże, które przepuszczają przytłumione światło. Cała scena ma mistyczny, powieściowy charakter.

Kaplica, o której myślała Zara, była sercem pałacu. Nie przypominała jednak wielkich świątyń, w których hierarchia narzucała porządek. Jej ściany lśniły lekkim złoceniem, ale połysk gasły w cieniu ciemnych witraży, przez które wpadało tylko przytłumione światło. Atmosfera była jednocześnie uroczysta i bliska, jakby miejsce to miało ukrywać więcej niż zwykłą modlitwę.

Dębowe ławy ustawiono w kręgu, co od razu odróżniało kaplicę od innych kościołów. Wierni mogli widzieć się nawzajem i razem otaczać ołtarz, przy którym stawał kapłan. Ten układ sprawiał, że nikt nie czuł się samotny. Wszyscy stawali się częścią jednego głosu, który rozbrzmiewał w modlitwie.

Msze wyglądały niemal jak widowisko. Płomienie świec odbijały się w złoceniach i poruszały barwne cienie witraży, a tłum śpiewał jednogłośnie, powtarzając słowa mantr. Ich śpiew unosił się jak zaklęcie, które miało moc przemieniać serca.

Modlitwa

Aria ni ne de re,
yba es ta de,
anes haim dere se neri yo de,
onirus la seti, rahen ja.

Re yba osi nes haim,
sero ne veda,
Aria, ta ni no de,
ja ro nes ven haim.

W wolnym tłumaczeniu z języka Uxian pieśń brzmi:

Ario życia, nie milknij.
Ja trwam w pustce, prosząc Cię, zatrzymaj się jeszcze chwilę.
Niech wszystko co złe odejdzie w niepamięć,
umysł prowadzi mnie ku światłu, niech w nim zamieszkam.

Gdy jestem sobą, niech dusza wróci.
Serce nie zna przepaści,
Ario, zostań jeszcze…
bo w Tobie ostatnia moja nadzieja.

Zara zastanawiała się nad sensem tych słów, a teraz miała nowy wątek rozważań.

O trzech bóstwach

Jederest
Kapłan Nes’taren w trakcie ceremoni pogrzebowej

Po odnalezieniu księgi legend miejskich zaczęła szukać tej ilustracji z wizji. W krótce natrafiła na zdjęcie tego ognistego chłopaka. Nazywał się Jari i wręcz płonął żywym ogniem. Ogniem typowym dla młodego buntownika, rządnego przygód i prawdy. W jego spojrzeniu było coś dziwnego, gdyż miało się wrażenie że ilustracja podąża za twoim wzrokiem.

Z księgi Zara dowiedziała się, że Jari był bogiem rozrywki oraz wojny. Był kojarzony z młodzieńczymi grzechami i szalonymi imprezami do późna. To on decydował kiedy nastał nowy dzień. Niejako jego ojcem był Arios, a dziadkiem Jederest. To było dziwne, mój ojciec nosił imię od boga spokoju i opanowania. Wierni uważali go za proroka niosącego ukojenie dla udręczonej głęboką depresją duszy. Jego główną rolą było dawanie nadziei tym, do których przemawiał Jederest. Postać spowita mrokiem i nikt nie wiedział jak wygląda. Ludzie sądzili, że jego głos towarzyszy samobójcom, gdyż był wiązany ze śmiercią. Cały ceremoniał pogrzebowy był prowadzony przez kapłanów, zwanych wysłannikami Je. Wszyscy w trakcie mszy byli cali pokryci czarnymi szatami, tak, że jedynie oczy było widać. W księdze legend Mukra przeczytała też o wizji stworzenia świata.

Jak powstał świat?

Na początku była bezkresna nicość, z której w całkiem losowy sposób pojawiały się różne rzeczy. Jednak nie były one trwałe, więc po kilku sekundach po prostu znikały równie szybko jak się pojawiły. Był to świat, w którym nie było praw ani czasu. Wszystko, nieważne jak skrajnie nieprawdopodobne miało szansę się pojawić. W końcu jednak pojawiło się coś całkiem odmiennego od wszystkiego innego. Był to umysł. Nieograniczony więzami ciała szybko pojął czym jest i w jaki sposób się pojawił, dlatego też, w przeciwieństwie do innych rzeczy, które pojawiły się w pustce, nie zniknął. Tym umysłem był Arios, Bóg stworzenia. Będąc świadomym poczuł pierwszą emocje, która kiedykolwiek zaistniała w kosmosie, samotność. Była to emocja tak silna, że oddzieliła się od Ariosa i przybrała nową formę. Tą formą był Jederest. Arios i Jederest szybko się zaprzyjaźnili.

W sumie nie było nikogo innego w całym kosmosie, to jaki mieli wybór. To sprawiło, że eksperymentowali w pustce. Okazało się bowiem że mają władzę nad tym, co się w niej pojawia. Wtedy też pojawiły się pierwsze zgrzyty w ich relacji. Arios był zmęczony pustką i chciał ją wypełnić różnymi rzeczami, z kolej Jederest chodź też chciał ją czymś wypełnić, to nader wszystko cenił prostotę i spójność.

Narodziny Jarindesa

Nie pasowało mu tworzenie nader kompleksowych struktur. Wolał spokój, jednolitość i uporządkowanie. Ta drobna różnica wizji eskalowała narastające napięcie między bogami. Wkrótce ich gniew stał się tak potężny że stracili kontrole nad swoimi mocami i ich walka o to co ma istnieć, a co nie spowodowała wielki wybuch. W efekcie czego Jederest został bez nóg, a Arios stracił swoją twarz. W płomieniach ognia skumulowała się tak potężna energia, że z odimplodowanych części ciała obu bóstw powstała nowa istota. Z ich nienawiści zrodził się wredny, aczkolwiek bardzo inteligentny chłopiec, który cały czas płonął nienawiścią.

Zaskoczone bóstwa wpadły w osłupienie nie wiedząc co zrobić ze swym nowonarodzonym synem, zaczęły nową kłótnię o to, kto będzie się nim opiekował. Jednakże chłopiec nie potrzebował pomocy, za to uznał za rozsądne rozwiązać problem Ariosa i Jederesta. Oznajmił, że jest rozwiązanie ich sporów, zwie się czas.

Koncept czasu

Koncept zakładał, że po wystąpieniu określonej ilości zdarzeń twory stworzone przez Ariosa stopniowo zaczną przyjmować postać ukochaną przez Jederesta. W ten o to sposób nastał Czas i świat zaczął nabierać spójnej logicznie formy zaspokajając potrzeby obu niebiańskich mocarzy. Mówi się, że UX była właśnie miejscem, gdzie doszło do tego pojedynku, a bardziej precyzyjnie, powstała w wyniku pojedynku. A sam Jarindes stał się karłowatą gwiazdą widoczną na niebie w okresie lata. Natomiast Arios zamienił się w rzekę mądrości na Orionie, gdzie można spotkać jego zdeformowany wyraz twarzy. Za to sam Jederest przyjął postać człowieka, zmuszonego jeździć na wózku. Chodzi ubrany w czarny kaptur pogrążony w depresji ciągle myśląc o swej rychłej śmierci.

Mówi się, że każdy ma swoje przeznaczenie i mieszka ono w domu dusz. Ów klucz do Bramy Życia prowadził właśnie do początków własnego ja, o czym miała się w krótce przekonać Mukra.

Gdy prawda cię woła

Nastoletnia Zara stoi w swojej komnacie pałacu Ariosa. Ma tęczowe włosy do ramion, które mienią się odcieniami niebieskiego, zieleni, żółci i czerwieni. Ubrana jest w niebieską suknię przepasaną dużą pomarańczową kokardą. Na jej szyi wisi złoty klucz, który jarzy się mistycznym światłem i rozświetla jej twarz oraz piaskowe ściany pokoju. Przed nią stoi pusty drewniany stół, a w tle widać półkę z książkami i ciężką zasłonę. Atmosfera sceny jest napięta i tajemnicza, jakby właśnie zaczynało się objawienie.

Zara po codziennym słuchaniu mszy uciekła do swojej komnaty. Serce biło jej szybko, a w myślach krążyły echa pieśni. Potrzebowała oddechu, przestrzeni tylko dla siebie. Usiadła na brzegu łóżka i cicho wyszeptała, że musi wrócić do ksiąg, bo coś w niej się budzi.

Przecież chwilę temu czytała o bogu Ariosie i dawnych obrzędach. Strony księgi zdawały się wtedy jarzyć, a teraz obrazy wciąż wracały jak przebłyski. Prowadzona przeczuciem, że jej ojciec nie jest zwykłym kapłanem, ale kimś więcej, koniecznie musiała jeszcze raz przeczytać rozdział o powstaniu świata.

Gdy weszła do pokoju, rozejrzała się gorączkowo. Księgi jednak nie było. Półki były puste, a stolik nagle wyglądał obco. Pewnie ojciec zabrał manuskrypt, pomyślała, ale natychmiast dodała w duchu: to mnie nie powstrzyma.

Zawiesiła wzrok na kluczu, który od dawna nosiła na szyi. Metal nagle zadrżał, jakby odpowiadał na jej bunt. Zara poczuła, jak serce wzbiera gniewem, a w ciele rośnie siła, której nigdy wcześniej nie znała. W silnym wzburzeniu wybiegła z komnaty, a echo jej kroków odbijało się w piaskowych korytarzach pałacu.

Zara, nastolatka o tęczowych włosach do ramion, biegnie korytarzem pałacu Ariosa. Ma na sobie niebieską suknię przepasaną dużą pomarańczową kokardą. Na jej piersi wisi złoty klucz, który jarzy się intensywnym światłem i wyraźnie ciągnie ją do przodu, jakby sam prowadził ku bramie. Jej ciało pochylone jest w kierunku światła, włosy i kokarda unoszą się w ruchu. Piaskowe ściany korytarza falują i rozmywają się w złotych refleksach, tworząc mistyczną i psychodeliczną atmosferę.

Ściany połyskiwały złotem, światło świec tańczyło na reliefach, lecz klucz zaczął parzyć coraz mocniej. Zara zatrzymała się, próbując złapać oddech, i w tej chwili zobaczyła, że korytarz wokół niej faluje, jakby rozmywał się w mglistym śnie.

Zrobiła krok naprzód, a pałac zniknął. Całe otoczenie zmieniło się w jednej chwili. Zamiast jasnego piaskowca ujrzała ciemne, gnijące ściany o odcieniu zieleni. Pachniały wilgocią i rozpadem. Korytarz prowadził dalej, oświetlany jedynie pochodniami w kształcie ważek, których skrzydła drgały w ogniu jak żywe.

Mexi
Mexi
https://www.uxologic.pl

Leave a Reply