Dom dusz

Dom dusz

Gdy byłem mały, mieszkaliśmy w bloku koło lasu, który rozciągał się po jego zachodniej stronie. Zawsze intrygowało mnie to, co tam jest. W piątek o północy postanowiłem się wymknąć z domu. Zabrałem ze sobą latarkę i kanapki. Gdy wszyscy zasnęli, poszedłem. Było bardzo ciemno, ja sam szedłem do nieznanego mi miejsca. Była mgła i miałem wrażenie, że ktoś za mną idzie, ale się nie zatrzymywałem. Szedłem dalej, tą samą drogą co z reguły jeździliśmy z bratem na sanki.

Wkrótce znalazłem się w środku lasu i ku memu zdziwieniu ujrzałem światło. Bałem się. Ktoś się do mnie zbliżał i przestałem się na chwilę ruszać. Nieznajomy mnie nie zauważył i minęliśmy się niepostrzeżenie. Nie wiedząc, dokąd się udać, poszedłem za nim. Szliśmy długo, aż znaleźliśmy się przed jego domem. Był szary, cały z kamienia. W oknach miał rozwieszone czarne kotary. Drzwi się same przed nami otworzyły. Upiór wszedł do swego domu, a ja ostrożnie za nim.

O dziwnym domu

Dom dusz z pozoru wygląda jak opuszczona po wojnie kamienica, ale jednak tętni w niej życie pełne sekretów i tajemniczych rozmów

     W środku wszystko wyglądało tak, jakby nikt tam od dawna nie mieszkał. Istna rudera. Wyglądało to tak jak Warszawa po powstaniu. Części budynku tak jakby nie było. Zostały kamienie zwalone na kupę. Czarno wszędzie. Głucho wszędzie co to będzie…

Szliśmy przez długi ciemny hol, w którym pachniało zgnilizną. Obok nas chodziły szczury, widocznie szukające jedzenia i cichutko popiskiwały. Wkrótce znalazłem się przy jego gabinecie. Drzwi były w kolorze zgniłych orzechów z czarną klamką, jak ze starego zamczyska. Nie miałem jednak odwagi razem z nim wejść, bo nie wiedziałem, co może mi zrobić, a nie posiadałem przy sobie żadnej broni.

Ukradkiem zajrzałem więc przez dziurkę od klucza i patrzyłem na to, co on tam robił. W jego pokoju były różne menzurki z dziwnymi płynami i księgi porozrzucane na biurku. Przy ciemnym fotelu leżał pies z lekko pożółkłą sierścią i wystającymi ostrymi kłami. Warczał. Chyba mnie usłyszał, bo zbliżył się do drzwi. Odsunąłem się na wszelki wypadek. Nieznajomy z kimś tam rozmawiał. Wkrótce upiór podszedł do drzwi, a ja ze strachu uciekłem w kąt. Wyglądał jak czarna płachta bez ciała, a z wewnątrz było widać krwawe pożółkłe ślepia przeszywające wzrokiem każdy kąt.

Sekrety mnie wołają

Wkrótce wyszedł, a za nim podążył pies. Widmo gdzieś poszło. Chciałem iść za nim, ale zobaczyłem, że pies węszy w pobliżu pewnie z myślą, by coś upolować, gdyż sprawiał wrażenie zagłodzonego, więc zamarłem w bezruchu. Węszył i węszył, aż w końcu pojawił się tłuściutki szczur i pies pobiegł za nim. Byłem wolny. Zobaczyłem przed sobą drzwi z taką jakby twarzą, które prowadziły do jakiegoś pokoju i postanowiłem tam zajrzeć. W tym domu wszystko sprawiało wrażenie własnego życia. Bez przerwy czuło się czyjąś nieokreśloną obecność i to poniekąd było intrygujące. Stopniowo zacząłem się zagłębiać w sekrety tego domu.

Gdy otworzyłem drzwi, przede mną ukazał się długi z czarnymi ścianami hol. Był oświetlony pochodniami w kształcie ważek. Idąc, po drodze znalazłem w kącie potrzaskaną zapleśniałą skrzynię, w której były tajemnicze pożółkłe dokumenty. Niestety, nie mogłem ich odczytać, gdyż z pozoru nic na nich nie było, tylko na sznurkach przy nich było widać dziwne znaczki, więc zabrałem je ze sobą, by sprawdzić o czym są. Wróciłem i poszedłem do gabinetu tajemniczej osoby, gdyż uznałem, że w jego księgach coś znajdę. Przynajmniej miałem taką nadzieję.

Tajemnicza kuchnia

Młody Roni Alien rozmawia Ariosem w kuchni w domu dusz. Dziadek z uwagą słucha swego gościa i czyta gazetę jakby jego obeność była codziennością

     Co ciekawe, gdy otworzyłem te same drzwi, przez które wszedłem to przede mną ukazało się zupełnie inne miejsce niż wtedy. Tym razem znalazłem się w kuchni. Ściany były w kolorze szarego błękitu z wyrytymi na nich rybimi szmaragdowymi oczkami.

     Naprzeciwko mnie stał ciemny stół z czterema krzesłami ustawionymi wkoło w nieładzie. Poczułem głód. Postanowiłem usiąść, lecz, gdy podszedłem do jednego z taboretów, poduszka ułożyła się w twarz, wyglądającą jakby chciała mi coś wyznać. Ujrzałem na niej głębokie czarne oczy, błyszczące jak szafiry, głębokie zmarszczki, a także zarysy wykrzywionych ust w przerażający grymas. Trochę się odsunąłem i ona się poruszyła. Potem się do mnie odezwała.

-Widzę, że trzymasz coś w rękach. Są to dokumenty. Skąd je masz?
-Ty mówisz. To chore.
-Tak mówię, ale to normalnee. Ja nie jestem poduszkąą. Jestem mieszkańcem tego domuu.

Po tych słowach ukazała mi się osoba. Był to starszy posiwiały pan o pociągłej twarzy. Nie miał nóg. Przypominał ducha kogoś kto już dawno pożegnał się z tym wymiarem. Na jego widok poczułem strach. Cały dygotałem.

Pan Ari

– Kim jesteś? – spytałem.
– Nazywam się Ari. Skąd masz te papiery?
– Znalazłem. Powiesz mi o czym są?
– Gdzie? Mów!
– W korytarzu. Konkretnie to w czarnym holu w skrzyni.
– Jak tam trafiłeśś?
– Przez przypadek, ale chciałbym wiedzieć, co w tych papierach jest i czemu w ogóle to dla ciebie           takie ważne?

– Bo to tajemnica domuu… Jak się tu znalazłeśś? – złowieszczo się mnie pytał Ari.
– Poszedłem za jakimś panem, chyba właścicielem tej posesji. Znasz go?
– Tak. On jest panem tego domu. Pilnuje porządku na tym świecie. Wybacz, że tak mnie ujrzałeś, ale ja tu jestem dla niego zbiegiem. Wiem wszystko o tym domu, lecz nie wiem, czy ci mogę zaufać i wszystko opowiedzieć, ale powiem ci tyle, żebyś go unikał jak tylko możesz. Z nim chodzi wszędzie też ten upiorny pies.
– Tak wiem. Do uroczych to on nie należy. Ale czemu mam ich unikać. Kim oni są?
– On nazywa się Je, a ten pies zwie się Seka.

Kim jest pan domu?

Je jest nieobliczalny. Może z tobą zrobić wszystko. On nie jest człowiekiem, tylko duszą i może wejść do każdego, oraz wszędzie i wychodzić, jak chce. Głównie żyje w nocy, ale jak znajdzie się człowiek, to do niego wejdzie i tam zamieszka. Strzeż się go! Pies natomiast ma żelazne szczęki. Jak cię dorwie, to ci będzie rwał skórę, a ona dzięki jego ślinie odrośnie i tak bez przerwy, dopóki mu nie uciekniesz – wyjaśnił Ari.

– To okrutne. Czy wszystko w tym domu jest takie upiorne? Skąd oni się wzięli i skąd ty tu jesteś?
– Nie mam najmniejszego pojęcia. A on tu po prostu jest i już. To dusza, nie ma konkretnego wieku i jest tym, w kim mieszka. Nigdy nie umiera.
– Skoro nie umiera, to też się nie narodził, ponieważ każdy, kto się urodził, musi umrzeć.
– Racja, ale nie on.
– On jest. Powstał chyba tak nagle, jak ten świat.
– Możliwe, lecz na razie nikt nie umie tego dowieść.
– Szkoda…

W drodze ku prawdzie

     Poszedłem. Nie wiem, gdzie, ale znowu się znalazłem w jakimś korytarzu, a Ari za mną postanowił podążyć. Widziałem ciemność i czułem niepojętą bliskość osoby, która przecież nie miała ciała, ale mnie prowadziła. Po pewnym czasie znalazłem się w gabinecie Jego za zamkniętymi drzwiami, lecz nie wiem, w jaki sposób. Chyba Ari mi pomógł. Stałem teraz przed księgami i miałem wgląd do zapisków.

     Te księgi były dziwne, tak jak cały ten dom i drzwi, przez które do niego wszedłem, bo się same otworzyły. Co ciekawe, strony były puste. Na nich ujrzałem tylko symbole: ASCK RAPI. Te same symbole widniały na sznurkach tajemniczych dokumentów. Czyli dobrze myślałem, że gdy się znajdę w gabinecie, to się czegoś dowiem. Nie miałem jednak pojęcia, jak tę wiedzę wykorzystać.

     W końcu coś mi przyszło na myśl, żeby sznurki położyć na księgi i wtedy zaczęły pojawiać się litery. Lecz nie był to tekst, a tłumaczenie dziwnych znaków na pergaminach. Czytanie zapisów zajęło mi sporo czasu, ale nie byłem jednak w stanie sobie tego logicznie wytłumaczyć, było tam napisane tak:

,,Ten dom tu jest, lecz nie został zbudowany siłą ludzką. Powstał nagle i stoi. Mieszkać w nim będą dusze zmarłych, ale nie jest to cmentarz, tylko trumna, w której pochowana będzie prawda o każdym człowieku na ziemi i ta wiedza w postaci dusz tu zamieszka. Ten, kto tu wejdzie, zostanie oświecony i będzie wiedział na swój temat różne rzeczy, o których nikt nigdy mu nie mówił.”

Podróż na Ziemię

       Tekst, tak jak się pojawił, tak znikł. Za to usłyszałem czyjeś kroki. Należały, niestety do Seki.

Wiać – Pomyślałem. Nie byłem pewny dokąd, lecz musiałem się jakoś ratować. Porzuciłem papiery i uciekłem. Biegłem ponownie przez ciemny korytarz z pochodniami, jednak na końcu wszystko zgasło. Szedłem znowu w ciemnościach prowadzony przez Ariego. W pewnym momencie już nic nie czułem. Chyba leciałem.

Nazajutrz byłem u siebie w domu w łóżku i wszystko wyglądało tak jakby tamtej nocy się nic nie wydarzyło.        Po obiedzie udaliśmy się z rodziną do lasu. Chciałem ich tam zaprowadzić i pokazać tamten dom, ale nie potrafiłem odnaleźć tej samej drogi, co wtedy szedłem…

Powrót na rozdroża >>

Mexi
Mexi
https://www.uxologic.pl