Ario’haim

Ario’haim

Scena przedstawia nocne obrady Ario’haim, odbywające się w ciszy podziemnej kaplicy Ariosa. Przestrzeń otaczają łuki i filary z białego piaskowca, które połyskują chłodnym, błękitnym światłem odbitym od żywicy z kwiatów Arioris. Kamień jest porowaty i wilgotny, a na jego powierzchni widać cienkie linie spoiw, które pulsują delikatnie niczym żyły oddychającego organizmu.

Na środku komnaty stoi Ario’haim. Jego sylwetka jest nieruchoma, a postawa wyprostowana, jakby trwał pomiędzy modlitwą a czuwaniem. Biała szata okala go ciężkimi fałdami materiału, a niebieska wstęga w świetle Lumy przybiera ton głębokiego kobaltu. Kaptur całkowicie zakrywa jego twarz, dlatego światło osiada na materiale jak na pustej powierzchni, nie ujawniając żadnego rysu.

Zgaszone lampy pozostawiają przestrzeń w półmroku. Jedyne światło pochodzi z samego wnętrza — ze ścian, posadzki i żywicy, która jakby pamiętała minione dni. Odbicia tworzą na kamieniu refleksy przypominające powolny ruch wody. Nad ołtarzem drgają maleńkie krople żywicy, które w świetle wyglądają jak zawieszone w powietrzu gwiazdy.

W całej komnacie panuje głęboka cisza. Da się jednak wyczuć rytmiczny puls rzeki Riven’haim płynącej niedaleko podziemi. Jej echo powraca w kamieniu, jakby samo serce świata biło tuż pod posadzką.

Ario’haim nie śpiewa ani nie mówi. Jedynie trwa, jakby prowadził rozmowę, której nie słychać. Czasem lekko porusza dłońmi, jakby dotykał niewidzialnych nici światła. W tej chwili nie jest już tylko kapłanem. Staje się czymś pomiędzy świadkiem, strażnikiem i częścią samego blasku Lumy.

Ario’haim pełni istotna rolę w prowadzeniu obrzędów związanych z obchodami Ariosa. Podczas liturgii kapłan ubrany jest w białą suknię przepasaną niebieską wstęgą. Kapłan nigdy nie ujawnia swojej twarzy zasłaniając się białym kapturem. Obrzędy zwyczajowo odbywają się w kaplicy z białego piaskowca pokrytego żywicą z kwiatów Arioris. Dzięki żywicy w komnacie wierni doświadczają blasku, który interpretowany jest w wierzeniach jako blask bogów. Wewnątrz komnaty słychać delikatny szum Riven’haim płynącej tuż obok pałacu Ariosa.

W trakcie obrzędów ciszy Ario’haim nuci pieśń ukojenia zwaną modlitwą Ariosa. W trakcie liturgii wierni wsłuchują się w słowa i powtarzają szeptem jak mantrę kołysząc się zgodnie z jej rytmem jak węże zauroczone grą na flecie przez fakirów.

Nikt nie pamięta, kiedy pojawił się Ario’haim. Jedni mówią, że przybył z północy wśród mgieł, inni że zawsze był częścią pałacu Ariosa, jakby sam kamień zapamiętał jego obecność. Nie potrzebował powołania, bo zdawał się już wiedzieć, jak prowadzić obrzędy. Jego głos był spokojny i chłodny, a każde słowo niosło ciężar dawnych wspomnień.

Wierni czują wobec niego mieszaninę czci i niepokoju. Czasem wydaje się, że w jego obecności powietrze gęstnieje, jakby światło i dźwięk musiały zwolnić, by nie zakłócić jego obecności. Nikt nigdy nie widział jego oczu, lecz mówią, że potrafi spojrzeć prosto w czyjeś wspomnienia.

Nie opuszcza kaplicy, choć podobno nocami widziano go nad brzegiem Riven’haim. Siada tam w milczeniu, dotykając dłonią tafli wody, jakby czegoś w niej szukał. Gdy powraca o świcie, blask w komnacie staje się jaśniejszy, a żywica z Arioris zaczyna pachnieć świeżo rozkwitłym kwiatem.

Rozważania nad etyką zaklinania węży >>

Sekrety Haiem >>

Mexi
Mexi
https://www.uxologic.pl