Nowe życie

Nowe życie i początek tułaczki
Tak oto musiałem przywyknąć do nowego życia, choć myśl o tym, że już nigdy nie spotkam Mexiego, nie dawała mi spokoju i potrafiła zrujnować każdy dzień. Wiedziałem, że prędzej czy później będę musiał zebrać własną armię przeciwko ZA, jednak zanim to nastąpi, musiałem znaleźć miejsce, w którym mógłbym chociaż udawać, że wszystko jest w porządku.
Tułałem się więc jak bezdomny po ciemnych, wilgotnych ulicach, gdzie w powietrzu unosił się zapach gnijących resztek i zastoju. Jedną z najdziwniejszych rzeczy na tej planecie było to, że emocje miały swój zapach. Ludzie potrafili przekazywać sobie informacje, wyczuwając je w powietrzu, niemal jak psy. Był w tym pewien rodzaj zwierzęcej szczerości, ale także niepokój, bo nikt nie mógł niczego ukryć.
Spotkanie przy starej kamienicy
Tego dnia jednak liczyło się tylko jedno: nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Czułem, że ktoś za mną węszy, i to dosłownie. Mimo że wielokrotnie się odwracałem, nie potrafiłem dostrzec nikogo, kto rzeczywiście mógłby mnie śledzić.
W końcu zauważyłem ruch za murem starej kamienicy stojącej na rogu. Budynek był zbudowany z szarej cegły, której krawędzie zdobiły czerwone ranty. Liczył dziesięć pięter, a na każdym znajdował się balkon z rzeźbioną balustradą, tak kunsztowną, że wydawała się zbyt piękna jak na tę część miasta. Na jednym z nich pewna kobieta wieszała pranie, wybitnie białe, wręcz rażące w tym przygaszonym świetle. Za nią siedział kot, który przyglądał mi się z uwagą, jakby rozumiał, że jestem tu obcy.
– Hej! – krzyknęła kobieta z góry.
– Do mnie pani woła? – zapytałem niepewnie.
– Do Micusia! Ten kot bywa czasem jak opętany, gdy widzi nieznajomych!
Uśmiechnąłem się pod nosem. Warto to zapamiętać na przyszłość – jeszcze może mi się przydać.
– Pan tu mieszka? – zapytała kobieta.
– Jeszcze nie – odpowiedziałem cicho.
– Na piątym piętrze jest wolny lokal, chyba do wynajęcia.
– Zajrzę – rzuciłem, nieco odruchowo.
Wejście do kamienicy i niespodziewane spotkanie
Wszedłem więc na klatkę schodową i od razu zaskoczyła mnie jej nowoczesność. Kręte schody z orzechowego drewna, rzeźbione z niezwykłą precyzją, wiły się w górę niczym spiralna muszla. Poręcze kończyły się głowami węży, w których oczodołach zamontowano małe lampy. Na marmurowych ścianach znajdowały się półeczki z paprociami, które zwisały leniwie, wypełniając przestrzeń delikatnym zapachem zieleni.
Szedłem powoli, zafascynowany tym połączeniem elegancji i historii. Na trzecim piętrze niespodziewanie zderzyłem się z kobietą, która zbiegła po schodach z taką prędkością, jakby gonił ją sam los.
– Nie mam czasu! Co za śmierdzący menel… – rzuciła z pogardą.
Była piękną brunetką o kędzierzawych lokach do ramion. Ubrana w sztywną, czarną, plisowaną spódnicę i płaskie, szare adidasy. Biała koszula, lekko rozpięta przy biuście, nadawała jej sylwetce odrobinę nonszalancji. Gdy znikała w dole, pomyślałem tylko: ciekawe, dokąd tak pędziła.
Nowe mieszkanie i pustka w głowie
Wreszcie dotarłem na piąte piętro. Pod numerem 12 znajdowały się solidne, dębowe drzwi, w których tkwił klucz.
Zamek zaskrzypiał z nieużywania, jakby protestował przeciwko mojej obecności.

Wnętrze było skromne: jeden duży pokój połączony z aneksem kuchennym, zasłonięty pożółkłymi kotarami.
Nie było mebli ani sprzętów, jedynie echo moich kroków i zapach stęchlizny. Mimo to pomyślałem, że na początek wystarczy. Nie miałem przecież dokąd pójść.
Wiedziałem, że muszę znaleźć jakieś zajęcie. Ludzie w tym świecie rzadko pracowali dla pieniędzy; raczej dlatego, że czuli wewnętrzną potrzebę działania, jakby coś ich do tego pchało. I ja też musiałem odnaleźć swój powód.
Wieść o kryzysie paranormalnym
Ruszyłem więc z powrotem do miasta. Wąska uliczka o nierównym bruku prowadziła mnie w stronę parku, gdzie słychać było echo ludzkich głosów. Na rogu stał kiosk z gazetami. Był zamknięty, ale i tak nie miałbym za co nic kupić. Po kilku minutach marszu dotarłem do małego placu, na którym zgromadził się tłum.
– LUDZIE! MAMY KRYZYS! – krzyczał ktoś z podwyższenia.
– POJAWIA SIĘ CORAZ WIĘCEJ ZJAWISK PARANORMALNYCH! POTRZEBNY NAM SPECJALISTA!
Zatrzymałem się w cieniu drzew, próbując zrozumieć, o co chodzi. Temat był mi podejrzanie bliski. Zawodowo zajmowałem się przecież zjawiskami nadprzyrodzonymi. Co prawda w poprzednim życiu, ale…
Noc Popiołów i narodziny mocy
– Kolejne oszołomy – mruknął starszy mężczyzna stojący obok.
– O co chodzi? – spytałem.
– Pan nie wie? Ludzie zaczynają płonąć. Dosłownie.
Niektórzy z nich w jednej chwili stają w ogniu i popadają w szał. Na Pliszej spłonęło muzeum historii Wielkiej Wojny. Wygląda na to, że ktoś chce, żebyśmy zapomnieli, co wtedy się wydarzyło.
– Co się wydarzyło? – zapytałem zaintrygowany.
– To była Noc Popiołów – odpowiedział starzec z drżeniem w głosie. – Pierwsze zarejestrowane wystąpienie nadprzyrodzonych mocy.
Podobno wszystko zaczęło się od <ściśle tajne>, który stracił panowanie nad sobą, a jego moc <ściśle tajne> wymknęła się spod kontroli. Potem przyszła reakcja łańcuchowa. U innych, równie straumatyzowanych ludzi, zaczęły budzić się podobne zdolności, ale nie potrafili nad nimi zapanować. W ciągu jednej nocy trzy czwarte stolicy legło w gruzach, a w kolejnych dniach kolejne społeczności ginęły w płomieniach.
